O nas

Co, jak i dlaczego – historia stowarzyszenia


Zawsze powoduje u mnie uśmiech pod wąsem gdy ktoś pyta się mnie, lub każe napisać, skąd to wzięło się nasze Stowarzyszenie i jak długo działa w ruchu rekonstrukcyjnym? Cóż mam takiej osobie powiedzieć? Jeżeli bowiem zerknie do ksiąg aby szukać podstaw prawnych, to czarno na białym stoi rok 2009, bo wtedy też oficjalnie zostało założone stowarzyszenie o niedługiej nazwie Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej. I na tym byłby koniec problemów, ale czyniąc tak popełnilibyśmy ogromny błąd, bo naszą styczność z ruchem rekonstrukcyjnym można datować już 3 lata wcześniej! Jak to się stało, jaka była nasza droga z grupy ludzi zafascynowanych rekonstrukcją, do prawnego stowarzyszenia, niepokornych szlachciców oraz karnego oddziału? Kto ciekaw niechaj czyta.

dawneZaczęło się w roku 2006 i to w sposób nad wyraz zabawny, bo w knajpie – co nie powinno nikogo dziwić patrząc na nasze zamiłowanie do warcholenia. Jednak niech czytelnik nie myśli, że pomysł był wynikiem jakiegoś delirium po biesiadzie! Trzech miłośników gier fabularnych, którzy skończyli właśnie grać w polski system „Dzikie Pola”, stwierdziło, iż mało im wirtualnej zabawy w świecie sarmackim, trzeba to poczuć w inny sposób. A że słyszeli o czymś takim jak „Vivat Vasa” czyli XVII wiecznej rekonstrukcji w Gniewie, to postanowili tam pojechać, bo wszak mieli ogromny zapał, a to była podstawa do każdego działania. Jako że głupio jechać bez odpowiedniej nazwy dla grupy, która rozrosła się do siedmiu zainteresowanych osób, to prędko padł pomysł nazwy dumnej, długiej i oddającej charakter, czyli właśnie Pospolitego Ruszenia Szlachty Ziemi Krakowskiej.

Zapał to nie wszystko, bo bardzo prędko okazało się, że stroje to także podstawa jeżeli chodzi o rekonstrukcję, a z tym było zabawnie. Żupany zrobione przez babcie lub takie, którymi można było się chwalić, ale tylko w środowisku fanów gier fabularnych, bo wszak więcej mające wspólnego z teatrem niż wiernym odwzorowaniem. Szable brutalnie zerwane z kominków, nad którymi spokojnie wisiały tyle lat i nabierały szlachetnego wieku, wisiały na paskach zrobionych ze skóry lub niedostatku tejże – lnianych sznurkach. Nogi dumnie przyodziane glanami albo – gdy kto bogatszy – butami ludowego wojska polskiego. Czapki futrzane, których nie powstydziłyby się babcie, a zatem tchnące historią. Prawda, tworzyło to widok zabawny i zapewne wielu rekonstruktorów uśmiechało się półgębkiem, ale najważniejsze w tym wszystkim było to, że udało się pojechać, że poczuli to coś, ten smaczek rekonstrukcji i wiedzieli, w którym kierunku należy iść.

zamosc1Dalej poszło już prędko, bo fascynacja robiła swoje. Kolejne odwiedziny w Gniewie oraz w Zamościu, Chudowie, Rawie Mazowieckiej, Byczynie… I zaczęło się nas pojawiać coraz więcej, bo każdy z nas miał jakiegoś dobrego znajomego, którego zachęcał do wyjazdu i dołączenia do grupy, nadal nieformalnej. Zaczęliśmy powoli kompletować własne stroje, każdy realizował własną wizję i barwę, stąd mnogość kolorów i prawdziwe pospolite ruszenie pod tym względem. Kto wcześniej zaczął to świecił żupanem zielonym, czerwonym, szarym wykonanym już według prawidłowych wzorców. Inni zaś zaczynali w samych hajdawerach, koszulach i – co ciekawe – solidnych butach robiąc przy tym za czeladź. Były to radosne czasy atakowania bezładem, biesiadami do późnych godzin, śpiewaniem oraz zamiłowaniem do wolności szlacheckiej. Ot szlachta, jak większość grup w tamtym okresie, która jednak służył na piechotę, co mogło nie raz dziwić publikę lub osoby znające realia, że sami Panowie Bracia pełni fantazji, którzy jednak bez koni walczą.

Nas to też tknęło, a że pojawiły się u nas armaty w ilościach dwóch Kazimierzów – wielkiego oraz małego – które dumnie grzmiały na polach rekonstrukcyjnych bitew w Zamościu oraz Warszawie, to stwierdziliśmy, że może warto stworzyć piechotę, która pasowałaby do tejże ognistej broni. Tak narodził się pomysł obszycia się w żupany zwane do dziś „kozackimi”. Nie udało się jednak wszystkich członków zachęcić do jednej barwy, ale był to już pierwszy bodziec wskazujący na to, że powoli dojrzewamy do tego, aby stworzyć coś bardziej ujednoliconego w formie oddziału, a nie dzikiej watahy szlacheckiej. Jakie owoce wydało to w przyszłości dowiemy się za parę chwil.

W międzyczasie bowiem widząc, że jest nas coraz więcej i zaczynamy stanowić jakąś siłę, albo raczej rozpoznawalną grupę wśród braci rekonstrukcyjnej, doszliśmy do wniosku, że należy chociaż trochę sformalizować nasze pospolite ruszenie. Po dłuższych debatach, rozwiązywaniu obaw i zastanawianiu się nad plusami oraz obowiązkami z tego wynikającymi udało nam się założyć oficjalnie i w pełni zgodnie z prawem Stowarzyszenie Pospolite Ruszenie Szlachty Ziemi Krakowskiej. Radość nasza była nie mała, a zabawa oraz biesiada z tej okazji także nieskromna.

lzhtestDecyzja ta okazał się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę, który pozwolił nam na jeszcze bardziej dynamiczny rozwój połączony z realizacji pomysłów, o których wcześniej raczej mogliśmy tylko marzyć. W części nas pojawiły się także poczucie misji, która powinna cechować każdą organizację, że powinniśmy robić coś więcej. Nie tylko po to aby brać dla siebie, ale także żeby przekazać innym trochę naszej wiedzy oraz fascynacji XVII wiekiem. Oczywiście nie każdy uważał, że to najważniejsza część naszej działalności, ale w tym momencie zadziałała rzecz, która towarzyszyła nam od samych początków istnienia. Mianowicie wolność wyboru, swego rodzaju demokracja, bo nigdy nie było u nas w Stowarzyszeniu podziału na najważniejszych, szefostwo, które dowodzi całą grupą. Mieliśmy raczej reprezentanta, który w naszym imieniu wypowiadał się wśród innych grup i tak to działa po dziś dzień. Osoby, które poczuwały się do szerszej misji, przy wsparciu reszty Stowarzyszenia, zaczęły realizować działania mające charakter edukacyjny, ponieważ byliśmy i nadal jesteśmy świadomi, że historia naszego kraju obfituje we wzorce i postawy aktualne po dziś dzień.

folwarktestTym sposobem udało nam się stworzyć i wydać własną karcianą grę edukacyjną „Folwark”, która pozwalała zrozumieć część historii oraz wydarzeń związanych z Rzeczypospolita Obojga Narodów. Byliśmy także współodpowiedzialni za prowadzenie Lekcji Żywej Historii, który to projekt ciągle ewoluował i rozwija się nadal, aby pełniej zaspokajać potrzeby edukowania najmłodszych. Nasze doświadczenia gier fabularnych pozwoliły prowadzić część z nich podczas „Pól Chwały,” ale także w kilku szkołach, co uwiadomiło nam jak wielkie pokłady potencjału edukacyjnego drzemią w tej formie rozrywki. Pomagaliśmy w akcji „Ratuj Tenczyn”, gdzie staraliśmy się przyciągnąć uwagę publiczności i skierować ją na fakt istnienia pięknego zamku, którym należy się zaopiekować.

Aby pełniej informować otoczenie o naszych działaniach rozpoczęliśmy wydawanie internetowego biuletynu informacyjnego pod nazwa Merkuriusz Pospolitego Ruszenia, gdzie przedstawiamy nasze działania, poglądy na rekonstrukcję, a także pomysły które będziemy realizować w niedalekiej przyszłości.

kluszynMyliłby się jednak ten, kto stwierdzi, że w tym momencie zahamowaliśmy z rozwojem względem rekonstruowania przeszłości. Zaczęliśmy się pojawiać także na innych imprezach, jak chociażby na sławnym Borowcu, a dzięki wymienionym działaniom przybyło nam do Stowarzyszenia parę bardzo wartościowych osób. Rozwój tyczył się także sprzętu obozowego, bo z grupy, która zawsze zastanawiała się nad miejscem noclegowym we wskazanych przez organizatorów w tym celu budynkach staliśmy się grupą, która teraz szuka miejsca by rozłożyć wszystkie swoje namioty na czele z największym – czarno-czerwony hetmanem.

Ogromnym jednak sukcesem, który pojawił się na fali tworzenia zorganizowanych grup piechoty w Polskiej rekonstrukcji XVII-wiecznej, było stworzenie Chorągwi polsko-węgierskiej Jerzego Sebastiana Lubomirskiego herbu Szreniawa. Wyposażonej w jednolitą barwę, a także berdysze, która to chorągiew jest teraz największą chlubą i właśnie ją planujemy jak najbardziej rozwijać, udoskonalać. Widoki na to są, bo pojawia się i komenda niemiecka, rotmistrz z prawdziwego zdarzenia, nawet bęben z doboszem, a to dopiero początek, bo gdy już się rozkręcamy na dobre, to nasze działania zawsze mają ogromny impet…